Odra- fot wyżej
Nieprawdaż że piknie? what do you mean? pure city, Tu zrobiliśmy sobie nieco dłuższą przerwę na jedzenie i picie, trochę też pogaworzyliśmy i po około pół godzinie ruszyliśmy, kierunek Cybinka, w Osiecznicy, przedsmak Niemieckich ścieżek, fot niżej
Super znów być w Niemczech!, tu nie stawaliśmy, tylko kierowaliśmy się na Furstenwalde, przez Jacobsdorf i Briesen, między tymi miejscowościami zrobiliśmy małą przerwe na zdjęcie ciuchów, bo słońce grzało. Ruszyliśmy dalej jadąc przez fajne lasy i pola, wiatr już nie był taki denerwujący za Briesen, przerwa na przejezdzie dla........ Deutsche Bahn
Jadymy dalej na Berckenbruck i tu też krótka przerwa na jedzenie i............. ubranie się, przynajmiej ja, bo w cieniu chłodnawo
Jacobsdorf fot wyżej.
Fajne lasy
Pauza w Berkenbruck. Po 20 minutach jadymy dalej, robimy trochę koło, ale to nic, po nisko latających Boeingach widać że Berlin już blisko, jak na razie dojeżdżamy do Furstenwalde, ładne miasteczko, tu przerwa najpierw przed słabo zaopatrzonym sklepikiem a pózniej na chwilę w Centrum.
zamieszkały blok
Lubie te ich tablice, wyżej.
Wyjeżdżamy z Furstenwalde jadąc już na Erkner, tu jesteśmy w tak zwanym Berliner Ring, tu też robimy lekkie koło i robimy małą przerwę przy ścieżce, jemy a ja ująłem 1 samolot na fotce
Super, lubie robić takie focisze. Jak już pisałem, po pauzie jadymy dalej, mieliśmy sytuacje że czekajac na przejsciu to aż 8 aut nas nie przepuściło! ii to w Niemczech, szok. Na mapie wyczailismy duuuże jezoro Mugelsee i tam postanowiliśmy szukać noclegu, oj cieżko było znalezc, dojechaliśmy do Erkner.
Samolot lecący na Schonefeld Teraz jedziemy nad Mugelsee, najpierw zajechaliśmy nie na główną plażę a na pierwszy brzeg jeziora, widok extra
Plaża rewelacyjna, w upały musi tu być jeszcze więcej ludzi, chwile tu postaliśmy i ruszyliśmy dalej, jak się dawało to wzdłuż brzegu, wszędzie prawie zagospodarowanego, pózniej jeszcze staneliśmy w jednym miejscu już w mieście
14.07.2017 Poranek nie był za ciepły, choć o dziwo nie zmarzłem, no i pogoda robiła się ładna, słoneczko wychodziło, wiatr słaby. Wstałem jakoś po 5tej no i samoloty zaczęły już lądować. Wojtas też już wstał.
No i po kilku minutach rower Wojtka był lśniący pachnący i nie śmierdzący he he, mogliśmy jechać dalej, do Centrum, masa ludzi, choć scieżki wyborne, żadnych wymuszeń kierowców, no i dużo rowerzystek i rowerzystów, jechali niczym zawodowi kolarze, bardzo szybko, nawet na grubych oponach. Byłem w Berlinie za czasów DDR, ale nie rowerem.
Mur Berliński fot wyżej.
A pózniej foty przy Bramie Brandenburskiej i na Unten den Linden,i pod Reichstagiem, chciałem jeszcze mieć fotę tam gdzie stoi żołnierz Amerykański gdzie kiedyś Berlin był podzielony na pół no, ale nie udało się bo wszystko na szybkiego było, tylko staneliśmy koło Reichstagu przy sklepie z pamiątkami, coś tam kupiłem. Mineliśmy też Tiergarten, duuuuuży park.
Spree
Tiergarten- wyżej
Po jej przekroczeniu już nie stawaliśmy nigdzie, mineliśmy nawet Luftwaffe muzeum, szkoda że nie zobaczyłem, no ale cóz. Skończył się Berlin Spandau, i było trochę lasów, no i fajna ścieżyna asfaltowa i tak zmierzaliśmy do Poczdamu, na jakiś czas ścieżka się skończyła i jechaliśmy ulicą, ruch niewielki i tak po kilkunastu kilometrach dotarliśmy do Poczdamu W Poczdamie dużo jest zameczków i innych budowli, więc zajechaliśmy do parku Sanoucci, najpierw były jakieś ruiny na wzgórzu, foty ponizej
Pózniej, pojechaliśmy niżej, do pałacu Sanoucci, super, dużo ludzi z całego Świata, pogoda rewelacja, widoczki również, Wojtek został przy rowerach
Napewno było jeszcze więcej do zwiedzania, no ale.... jeszcze tu wrócę. Powoli opuszczaliśmy Poczdam i wracaliśmy znow na Berlin,znów mineliśmy rzeke Havelę na południe do dzielnicy Babelsberg i pózniej na Grossbeeren, wbiliśmy się na ścieżynę asfaltową.
Jednak na mapie zobaczyłem spokojniejszą drogę
na Mittenwalde, widać było startujące samoloty z Schonefeld
i tak pojechaliśmy, w Gross Korig na chwilę stajemy i patrzymy gdzie jechać i podjeżdża starszy pan i pyta gdzie chcemy jechać, a ja że na Schlepzig i na Markisch Buchholz to on że można ominąć główną i jechać przez Halbe i że droga jest super no i faktycznie taka była i same lasy. Jakimś szlakiem pomykaliśmy, ruch znikomy, asfalt pierwsza klasa, tylko kilometry dziwnie liczyły drogowskazy.
Jechało się i jechało i dojechaliśmy do Halbe, tu zakupy w Edeka, trza było cośs kupić na kolacyje, a pod sklepem był fajny znak
Po obkupieniu się ruszyliśmy na Markisch Bucholz, tu już ruch o wiele mniejszy i spokój jest
Markisch Buchholz
Któredy bliżej?
Super się jechało. W Schlepzig żywej duszy, jakiś turysta spał na przystanku! rowerowy. Wioska wymarła nikogo nima, my rozglądamy się za miejscem do rozbicia się i kawałek za wioską znalezliśmy, trza było tylko zjechać z drogi, jadac wzdłuż pola kukurydzy i na skraju lasu się rozbiliśmy, nawet komary nie przeszkadzały dziś zrobiliśmy 174km, rozpaliliśmy ognicho, nawet kiełby były, spokój cisza, czasem jakiś huk wystrzałów było słychać jak na polowaniu.
Schlepzig
Miejsce noclegu, extra.
Rowerów nikt nie ukradł Wojtek też się powoli przebudzał, bo ptaki mu śpiewały, aż nie chciało się stamtąd jechać, tylko mój materac chyba kaputt, bo przez noc zleciało powietrze. Przemyłem się wodą, od razu lepiej,coś tam pojadłem i zaczęliśmy się pakować, dość sprawnie to poszło bo przed 6ta już mogliśmy ruszać na Lubben, ruch bardzo mały, można jechać
Początki mostków
tak zwane kahny
Ładne miasteczko, a miałem w planach jechać tu szlakiem do Burga, jednak pojadymy szosą przez Lubbenau, nieco większym niż Lubben
Tu już zaczynał się tak zwany Ober Spreewald, mnóstwo kanałów, raj dla kajakarzy, a specialne łodzie tak zwane kahny wożą turystów po tych kanałach.Rewelacja.💗💗
Istny raj!
Katorga dla Wojtka
Mostki, mosteczki Za Lehde wjechaliśmy na szutrowy szlak do Burga, jechało się super i do tego w cieniu, rano jeszcze niewielu turystów, bajkowa sceneria jak w baśni.
Pózniej był asfalt Jak już wyjechaliśmy z tej idylii natury to zaczął się asfalcik i miejscowość, ale jeszcze nie Centrum, po chwili wbiliśmy się na ścieżkę jak na fotce, i tu kapeć, ale Wojtka i to akurat przed Burgiem, pech. Wojtek naprawiał a ja sobie jadłem, mijający nas rowerzyści mówili że rowerowy jest blisko, a my że ok. Mogliśmy jechać dalej, w centrum Wojtek już wracał do Polski na Cottbus a ja zajechałem do centrum
Po krótkim zwiedzaniu, jechałem dalej na Vetschau, trochę znaki były mylące, ale dzięki gps pojechałem właściwie, wzdłuż rzeczki
Na rynku zapytałem kobiety jak daleko do Senftenberg, a ona że z 40km, i że wszędzie płasko i że tam były kopalnie i teraz są jeziora i ludzie wypoczywają i że jej syn też jezdzi na wyprawy, trochu żeśmy pogadali i mogłem opuścić to senne miasteczko, kierując się na Ogrossen, boczną fajną drogą, super się jechało
taka jak na fotkach.
, we wiosce Muckwar zrobiłem przerwe na przystanku, zjadłem prawie całe opakowanie sera żółtego bułke i jogurta. Stąd do Senftenberg tylko 20km, jednak ja miałem dalej bo zamiast jechać prosto przez Altdobern to przed miejscowością pojechałem w lewo w kierunku jeziora Altdobener See, ruch znikomy, minąłem 6 rowerzystów tylko, w miejscowości Goritz, mały bar
Kobieta mówiła że wszędzie płasko, a tu miałem oto taką niespodziankę
Wyżej Schwarze Pumpe
Jechałem super asfaltową ścieżyna, zero ludzi, nie licząc 2 kolarzy, przystanąłem sobie na punkcie widokowym i zjadłem całe ciacha leibnitzy i po pół godzinie ruszyłem, słonko mocno operowało, opuściłem zalew i jechałem na Woshkov, stąd naa Grossraschen i tam znów jezioro a w tle sunęły ciemne chmury, idące a jakże w moją stronę.
W Grossraschen prawie znaki wprowadziły mnie w bład bo pokazywało Senftenberg prosto, jadę i dojeżdżam do autostrady, okazało się że przeoczyłem strzałke w lewo i musiałem się cofnąć i było oki..... no prawie bo zaczęło lać i to porzadnie, stanąłem pod krzakami ale to nic nie dało prawie, nawet folia budowlana nie pomogła, a Niemcy jechali w tej ulewie, i mówili żeby jechać, oni cwani wysusza się w domach a ja? Postanowiłem po jakimś czasie że też ruszę i tak jechałem, pózniej przez jakieś błota, pózniej jakąś strefę no i dojechałem do dworca autobusowego i tam pod dachem się przebrałem
znów te chmurzyska Znów zaczynały iść chmury i trza było się schować, a znalazłem miejsce pod takim daszkiem, gdzie funkcjonuje ślizgawka jeden zjazd 50 centow, a karnet na 5 zjazdów, chyba 5 euro. Zjadłem coś i nie ryzykowałem zostania tu i ruszyłem dalej, ubrałem nieco wysuszoną kurtkę i po super ścieżynie jechałem w kierunku wioski Tatschwitz, bo zaczęły mnie gonić chmury i kropiło, dalej nie ryzykowałem jazdy, chowając się na przystanku, na razie siedziałem i czekałem i oceniałem czy nie ma podejrzanych typów, jednak był spokój no i lać zaczęło i było po 18tej, więc postanowiłem że tu przenocuje, trochę miałem stracha, ale im pózniej tym spokojniej i tak przenocowałem i git, dopiero przestało padać po 21ej, posłuchałem radia, pojadłem, nasłuchiwałem czy nikt nie idzie i przysnęło mi się- Gute nacht
16.07.2017 Wstałem już po 4tej, wszystko było na swoim miejscu, poranek zimny, jednak pogodny, i oto biega.
Super ranek Przez noc powietrze w materacu uleciało, przemyłem się wodą, coś zjadłem, zwinąłem manatki i w drogę nad jeziora, po kolei, żywej duszy nie było bo to niedziela, stąd czekała mnie droga do domu.
Mini latarnia
Pusto, głucho
To ta wieża Lubie jak nima ludzi, rower zostawiłem i wdrapałem się, widoki super, pogoda cudna, spłoszyłem jaskółki.
Pusta krajówka
Dymy, dymy Za Bluno jakis objazd był bo droga w remoncie i skręciłem w lewo i pózniej w prawo, wiatr pomagał, pogoda cudna! nic tylko jechać, po kilku kilosach stanąłem zrobić fotę
Przy okazji ściągłem długie spodnie, i ruszyłem, pustą drogą już nie główną, tylko wzdluż torów, na końcu drogi myślałem że pojadę prosto a tu piszeBrücke gesperrt, umleitung









